Vangelis jest dla mnie numerem 1, ale nie tylko jego muzyka budzi we mnie pozytywne wibracje. Gdybym chciał stworzyć stronę poświęconą wszystkim swoim muzycznym fascynacjom, to musiałbym też tu zamieścić strony poświęcone dźwiękom Andreasa Vollenweidera, Pata Metheny, Acoustic Alchemy, Jean-Michel Jarre'a, Mike'a Oldfielda, Chrisa Rea, Dire Straits i Marka Knopflera, Bruce'a Springsteena, Erica Claptona, Petera Gabriela, Stinga (dawnego) i The Police, Sarah McLachlan i ... długo by jeszcze wymieniać! Fakty: na imię mi Robert, na sieci występuję jako monsoon (2413753), wiosen liczę sobie 38, mieszkam w Gdańsku, ukończyłem studia ekonomiczne, a pracuję głównie jako tłumacz.





Teraz dwa słowa od Versatisa. Muzyka Vangelisa towarzyszy mi od ponad 12 lat, gdy pewnej wiosny pod strzechę zawitało "1492" - jeszcze na taśmie, polskie wydanie bez "Hispañoli". Od tamtych wieczórów muzyka stała się czymś innym, a 11-letni Kubuś zamiast na Lego i dyskietki do pegazusa, oszczędności zaczął przeznaczać na podróże (muzyczne). Obecnie podium liczy garść innych twórców (Enyę, Loreenę McKennitt, Clannad, ... ), ale zawsze z Vangelisem na czele. Jego przewodnictwo przygnało mnie naturalną koleją rzeczy na tę stonę, w której cieniu prędko zawarła się wirtualna, ale bardzo zacna znajomość z Robertem. Teraz w jej świetle strona przeżywa drugą młodość. Ja zaś, 23-letni student anglistyki z Krosna, poza słuchaniem muzyki tworzę myszką i na papierze oraz poszerzam różne, inne od twórczych i muzycznych, palety zainteresowań.